Korpus we Włoszech
Maj 1944

Dziadek opowiada o bitwie pod Monte Cassino

Piotr Lemieszek

Podczas bitwy o Monte Cassino dziadek stacjonował wraz ze swym 11 Pułkiem Artylerii Ciężkiej w rejonie Pozzo Coretto, tj. przy wąwozie Inferno, niedaleko miejscowości Portella. Tak dziadek opisuje pierwsze natarcie artyleryjskie na Monte Cassino z 11.05.1944 z 23.00 godziny, z miejsca gdzie 1600 dział rozpoczęło nawałę, rozpoczynającą pamiętną bitwę, oraz dalszy jej przebieg: "Tak bracie. Ziemia zadrżała. Nic nie widać. Tylko ogień, więcej nic. O tak, patrz, o. Ogień, fruwa wszystko. Przed tobą, a niech cie cholera, jakby diabeł, jakiś ch... Tak człowieku. Tak drży ziemia, wszystko. A tu w miarę gotowości te same dane. W miarę gotowości te same dane. I po pięć. I do. Bez komendy. Tylko załadował. Trach. Załadował i trach. Bracie tak. O niech cię cholera panie. A, nie wiedzieliśmy co to takiego jest, a to szwaby strzelają do nas. I jak choinka. O, a to szrapnele te, wiesz, pocisk co się rozrywa. A te odłamki takie czerwone, jak, rozumiesz, jak choinka przed tobą. A niech cię jasna cholera weźmie. Patrzysz, leży chłopak. Myśleli, że zabity. Stefan, taki, Drabina, ze Lwowa pochodził on. Patrzysz, nieżywy i za te gamby, za nogi weźmiesz, za ręce i w te schrony, co mieliśmy, co porobiliśmy. Do tego schronu, panie, co tam jest, zobacz. On żyje. On żyje. On zemdlał, wiesz. Dali tego amoniaku pod nos i już jest w porządku. I do oddziału z powrotem. I przyszedł do oddziału. I tak żeśmy walczyli, jak zaczęliśmy o jedenastej godzinie. To tak żeśmy dawali. Bez rozumiesz, bez żadnej manipulacji tylko na tym samym celowniku rozumiesz. Żeśmy bili jakieś, może, rozumiesz cztery godziny dawali. I to wszystkie działa. Z tyłu i z przodu i z boku, skąd tylko są. Różne działa i PALówki i nawet pelotka, co były ustawione przeciw samolotom, też zrobili, że pelotka strzelała na ziemie. To było wiesz. To sześć tysięcy dział tam było. Dopiero żeśmy się dowiedzieli to później. I tak wszystko, dnia nie widziałeś, ani nocy, trzy doby nic nie widzieliśmy. Ani jeść, nic nie jedliśmy, ani nic. Wszystko, tylko strzelać mieliśmy. I czekolady mieliśmy specjalne, takie podawane, takie grube czekolady, w ogóle, że w razie czego chce się jeść tego, żeby złapać panie w zęby. No i tak trzy doby żeśmy walczyli. Bracie. W trzecim działonie lufa urwała się, półtora metra rozumiesz, rozgrzała się, bracie parują te lufy, prawie czerwone. Co zrobili. Przywieźli szmat tyle, skąd oni wzięli to wszystko? Pookręcali te lufy i wodę. Cysterki poprzywozili i wodę. Takie baseny takie sztuczne z takiego materiału co nie przepuszcza, wiesz. Powlewali tą wodę z tych cysterek i my łyżkami polewamy bracie te lufy. Paruje. Niech cię cholera, panie. Tak te szmaty polewamy, polewamy, polewamy i chłodzimy tak. Zarządzenie wyszło, każde działo dziesięć minut odpoczynku, tak. Rozumiesz. Żeby to się ochłodziło panie. No i tak żeśmy dawali już trzecia doba bracie, a tu nagle rozumiesz – przerwać ogień. Niemcy się poddają. Wiesz. Przychodzi… Bo tam było jedno dobre to, że walczyłeś i wiedziałeś za co walczysz. Zaraz wszystko tłumaczyli – co zdobyli, co utracili, czy poszli do przodu, czy do tyłu, rozumiesz, o. Tak. Łączność zrobiona była bardzo dobrze. I rozumiesz, jak przerwać ogień to Niemcy się poddają i flagę białą wyrzucili. Bo jeżeli poddają się, to nie wolno strzelać. A były u nas takie OR-y, oddziały rozpoznawcze, w pierwszej linii i mieli takie samochody opancerzone, po dwóch szoferów. Jeden szofer z przodu, drugi z tyłu. Bo tam w razie trzeba wycofać się, to ten wyłączał się z przodu, a ten z tyłu co jest do tyłu jechał. Bo tam nie było miejsca gdzie zawrócić się, wiesz. Tak i bracie co się okazało szwaby oszukali nas. Te właśnie oddziały OR-y podeszli i czołg poszedł, Sherman, też jeden. Do dzisiaj został. Jak dostał, rozumiesz, tak przewaliło go tak na wieżyczkę tak, gąsienica do góry i oparł się o słup wysokiego napięcia. Rozumiesz. I do dzisiaj nie wolno absolutnie go ruszać. Dla historii. Rozumiesz. Tak. Tam leży bokiem. Tak. Oszukali nas, to teraz w miarę gotowości te same dane. Przychodzi rozkaz. I znowu dawaj, i znowu dawaj. No i tak walczyliśmy, rozumiesz, aż na drugi dzień. Gdzieś w czwartym dniu znowu szwaby się poddają, rozumiesz. Tak. Tak nas dwa razy kołowali. Trzy razy. Ale trzeci raz już wcale nie zwracali uwagi. Tylko wyrzucili flagę trzeci raz… lać więcej nic, tak. Jak zaczęliśmy dawać. Już w piątym dniu, patrzymy, szwaby już idą, na karabinie niesie kawałek płachty białej. Poddaje się. Tak. Niesie do góry. A to wiesz co, dużo było Polaków volksdeutschów, rozumiesz, wcielonych do Wehrmachtu i niektórzy, rozumiesz, Polacy sami za kuper, za dupę i do przodu wio, rozumiesz. Rozbroili i do przodu. Patrzymy, szwaby idą, a z tyłu prowadzi jeden ich, ten volksdeutsch, ten Polak co zabrany był do Wehrmachtu. I tak dużo było właśnie wypadków, że tak właśnie prywatnie rozbrajali Niemców. Bo było tak – jak przy karabinie maszynowym był (...nam tłumaczyli), przy karabinie maszynowym było trzy osoby, to był jeden Polak i dwóch Niemców, wiesz. To ten Polak, co był taki odważny to zlikwidował, rozumiesz, jak się dało, albo zabił ich, albo w ogóle do przodu, do tyłu, raczej do przodu. To dużo wypadków takich było. Ale rozumiesz, to nie wszystko jeszcze. Teraz celownik już inny się zrobił. Trzeba bracie zarzucać 180 stopni. Działa, panie, drągami, drągami. Te ogony żeśmy pozarzucali, bo tam działobitnia zrobiona była szeroko i rozumiesz, celownik nowy, nowa komenda rozumiesz. Jak zaczęli od tych 180 stopni tak dawali, aż tak prosto, aż tak cały czas. Aż do Monte Cassino. Tak. Do głównego punktu, celu, tak. I z powrotem. I teraz powiększyć, panie, o tyle to panie minut, rozumiesz, na celowniku, na kątomierzu busoli, dwa… , o jakie półtora stopnia i znowu z powrotem w prawo. I tak kosiliśmy, i tak kosiliśmy. Wszystkie wzgórza. A stamtąd, tam, Piedimonte. Tam niemieckie czołgi wychodziły i artyleria samobieżna. Wyleci pod szczyt i wystrzela, wystrzela i chodu z powrotem. Jak my żeśmy zauważyli, że piechota, że mają, rozumiesz, samobieżną artylerię w ten sposób co robi, że podchodzi, rozumiesz, pod szczyt góry, wystrzela i z powrotem się kryje, to, rozumiesz, przyszły dwa samoloty Spitfire'y i z góry. Był wyszkolony żołnierz i rozmawiał z pilotem angielskim, pokazywał gdzie one są. Tak podawał komendę. I ten samolot tam zrobił robotę swoją, rozumiesz, i przyleciał: OK. Thank you." Babcia: "Kończ już, powiedz ile walczyliście" "Walczyliśmy osiem dni, od 11-tego, rozpoczęliśmy, do 18-tego, a nawet do 19-tego, rozumiesz. Góra była zdobyta, ale ile jeszcze było do zdobycia, inaczej nic ni w ząb nie pójdziesz, bo to tylko jedna droga jest w kierunku na Rzym i musisz otworzyć przez Monte Cassino, dopiero możesz na Rzym się dostać. Jedyna droga. I dopiero później, panie, znowu zaczęli dawać i dawać, panie, porcje te wszystkie, no i wreszcie okazuje się, że Monte Cassino zostaje zdobyte. Tak. Naszych zginęło 931 żołnierzy tam. I żeśmy zdobyli. To tam Ja nie byłem tam, bo ja w artylerii byłem, ale piechota, co była, weszła, to w zakrystii były trzy trumny, wiesz. W dwóch trumnach leżał major i pułkownik, a trzecia trumna była pusta, rozumiesz. Niemcy. A pod ołtarzem był kapitan. Nogę miał urwaną, głęboko, daleko po udo prawie, po dupę tutaj. I żołnierz, sanitariusze chcieli mu pomóc, zabandażować, zatamować krew, rozumiesz, to on wziął, złapał za bagnet i chciał przebić tego sanitariusza. To ci żołnierze, co byli tam, to bagnetem zakłuli go. Bagnetami zakłuli i koniec. No i tak żeśmy zdobyli. Bracie. Może z tydzień czasu ta miejscowość była ciemna, brudna. Myszy i szczury pobite leżą. Tak bracie. Jeszcze tak od razu nie zabrali nas stamtąd. Jak się zluzowało już, jak się szwaby zaczęli orientować. Zobaczyli, że już się nie klei dla nich. No to, rozumiesz, dawaj jeszcze tym bardziej, dawaj, jeszcze tym bardziej. I patrzysz, już idą szwaby. Do niewoli. Poddają się. Tak. O, idą, bracie, takie zarośnięte, jak ty teraz, bracie, z brodą. Kurz taki, bracie. Idą. Patrzę, jeden gra na kiju. Rozumiesz. Że już koniec wojny jemu. Na takiej arbie i dwóch kołkach bykami jadą. Do Włoch. Zabierali. Przeważnie Włosi końmi tak nie robili, tylko bykami, bo to górzysty teren. To koń tak nie idzie. Tylko przeważnie, rozumiesz, te, byki. To zabierali te byki dla cywilów, dla gospodarzy i działa ciągali, rozumiesz. I tak pamiętam jak dzisiaj – jedzie na tej arbie, bo arba się nazywała te dwa koła takie, takie duże i siedzą. Pewnie przeszli żołnierzy tam, a jeden gra na kiju sobie. A papierosy nam później. Dali nam później papierosy swoje. Schwarze cigarettes - czarne cygarety. Bracie, nie pociągniesz. Jakbyś chciał się zaciągnąć… Tam niektórzy pociągnęli, to mało co powietrze nie zabiło ich. Takie mocne były, wiesz. Tak, schwarze cygarety. A daliśmy im nasze to… Nasze pachnące. Proszę bardzo. Nazywaliśmy je sierżanty. Anglicy dali. No i żeśmy tak zdobyli te Monte Cassino, rozumiesz. I jak żeśmy zdobyli to Monte Cassino, to już za dwa tygodnie w Rzymie panie. Rzym poddał się. Bo ulotki puścili, żeby się szwaby poddali, bo i tak i tak Rzym zostanie zdobyty. No i rzeczywiście, odeszli z miasta. I opór zrobili tylko na przedmieściu. Ale dostali po dupie i koniec. I tak żeśmy. I za dwa tygodnie już w Rzymie byliśmy. Już wojsko Polskie w Rzymie. Tak. Aha, jeszcze nie powiedziałem, jak flagę zatykaliśmy. Flagę na Monte Cassino. Myśmy zdobyli a Anglicy flagę założyli. Amerykanie za dwie godziny przyszli. Za dwie godziny dopiero przyszli Amerykanie. Amerykanie, kiedy przyszli, a tu oficer polski do oficera angielskiego po angielsku mówi – a dlaczego flagę zawiesili. Kto, kto zdobył. My o dziesiątej godzinie już ją zdobyliśmy, tak, a oni dopiero po nas jakie pół godziny dopiero przyszli, rozumiesz. I dawaj, teraz poszedł Anglik, oficer, zdjął tę flagę, a założył naszą flagę. A swoją z boku. Niżej. Amerykanie przyjechali i z prawej strony postawili też niżej polskiej. Co Polacy zdobyli, to pierwsza stała flaga. Wyżej. Najwyżej. Na samym szczycie. A odznaczenia za Monte Cassino dostawaliśmy już po wojnie, już po froncie. Od razu nie dawali tak. To jeszcze trzeba było pozbierać trupów, to wszystko. Rannych, to wszystko, mieścić, porozwozić, w szpitalach ulokować, teraz tych jeńców, panie. Tyle. Jeńcy szli tak, nie pod bagnetem żadnym, luzem. Do tyłu. Trzydzieści kilometrów z tyłu dopiero, stop. Oficerów oddzielnie, żołnierzy i podoficerów oddzielnie. I obóz dla podoficerów i żołnierzy inny, dla oficerów inny. O. Tak rozdzielali. Po trzydziestu kilometrach z tyłu dopiero. A tu szli normalnie, jak barany, wszyscy razem. No i tak było rozumiesz. Jak już później, po tym wszystkim, to gdzie się nie zjawił polski żołnierz, to człowieku kwiatami obsypali Włosi. Cholera, baby się kleją do ciebie, rozumiesz. Tak całują cię, rozumiesz. Tak człowieku. Jak na Boże Narodzenie na Wigilię w... Kwaleron... tam gdzie staliśmy polski ksiądz jak odprawiał pasterkę, człowieku, żebyś ty widział co się działo. Jeden na drugiego Włocha właził. Tak. Chciał widzieć, jak to wygląda. Że odprawia polski ksiądz panie po włosku i po polsku, kazanie mówi, proszę bardzo. Nie mogli sobie uwierzyć. Bo myśleli… Bo Niemcy propagandę puścili, że jak przyjdą Polacy, to są bandyci, że, które w kryminale w Rosji siedzieli rozumiesz. Tak. Będą wyżynać. Będą gwałcić wszystko. To się nas bali, rozumiesz, Włosi. Kobiety się bały, rozumiesz. Myśleli, ze naprawdę. A jak to zobaczyli, że taka sytuacja, bracie, zaczęli cię całować, koło ciebie chodzą kobiety, można. Proszą, żeby przyjść, tańczyć oni chcą. Dancale, wiesz, cholera. Pięknie było, bracie, po tej wojnie. Kto przeżył! Nas później. Jak już zdobyliśmy to Monte Cassino, Monte Cairo, tam obserwator artyleryjski był. Na Monte Cairo. Najwyższa góra. Tak. Bo później Piedimonte, Monte Cifalco. Tam te czołgi stały, panie, niemieckie. To wszystko pozdobywaliśmy już. To dopiero rozumiesz, nas Anglicy zluzowali. Zajęli nasze stanowiska, a nas do tyłu dali. Nas dali do tyłu i przenieśli na prawe skrzydło nad Adriatyk."

dyskutuj
comments powered by Disqus