Korpus we Włoszech
Kwiecień 1944

O tym, jak Panu Pawłowi odebrano księdza

Tymoteusz Gurbin

"U nas, w Drugim Korpusie, byli księża. U nas każdy batalion miał księdza. Myśmy byli katolikami, wierzący katolicy, myśmy mieli komunie wspólne, wszystko razem. Przed Monte Cassino było takie duże miasto. Już nie pamiętam jak się nazywało... I tam był wielki las. I naraz patrzymy, a tu pak-pak. Nasz jeden padł, drugi padł, trzeci padł. A to Niemcy byli na drzewach i zaczęli strzelać do nas. A myśmy potem ogniem na nich. Spadali z drzewa jak takie kaczki. I teraz jeden Niemiec ranny był. I on wołał: - Helpe! Helpe! Pomocy chce. I ksiądz, biedny ksiądz ode mnie chyba z dziesięć metrów był. Mówi: - To ja idę sam wtedy! I poszedł. I poszedł do tego Niemca i chciał mu pomóc. A ten Niemiec miał z tyłu sztylet i tego księdza przez plecy przebił, że ten sztylet wszedł w ziemię. I tak nam zabili księdza. Ten biedny ksiądz, myśmy go wzięli. Ja zacząłem płakać za tym księdzem. Bo myśmy byli młodzi jeszcze. Dwadzieścia lat miałem, ponad. No i później myśmy tego biednego księdza wzięli i żeśmy poszli do miasta..."

dyskutuj
comments powered by Disqus