Odrębne świadectwa
Grudzień 1979

Trudne życie na emigracji

Janusz Kolbuszewski

Załączony artykuł z gazety Polonii kanadyjskiej "Nowy Dziennik" opisuje niełatwe życie na emigracji pułkownika Leona Kolbuszewskiego, który podobnie jak wielu żołnierzy Drugiego Korpusu w czasach zimnej wojny i świata podzielonego żelazną kurtyną nie mógł powrócić do kraju. * * * NOWY DZIENNIK — CZWARTEK 27 GRUDNIA 1979 r. Świat Polonii PUŁKOWNIK DYPL. LEON KOLBUSZEWSKI / 1892-1979 / Dnia 14 grudnia nieubłagana śmierć zabrała z grona byłych polskich żołnierzy II wojny światowej człowieka wyjątkowo zasłużonego dla Polski, Wojska Polskiego, a jednocześnie człowieka niezwykle szlachetnego, rzadko spotykanej kultury osobistej, pułkownika dyplomowanego Leona Kolbuszewskiego. Pochodził on z dalekich kresów dawnej Rzeczypospolitej. Dlatego pożoga I wojny światowej zagarnęła go w szeregi wojska rosyjskiego gdzie służył w kawalerii. Gdy tylko stworzyły możliwości się służby Polsce, natychmiast przeszedł do Odradzającego się Wojska Polskiego, został przydzielony do piechoty. Walczył dzielnie w wojnie polsko—bolszewickiej. Po wojnie wybitne zdolności ówczesnego kapitana Kolbuszewskiego szybko oceniono. Został przyjęty do Szkoły Wojskowej w Warszawie, rocznik IV /1923—25/. Po ukończeniu WSW poszedł Kolbuszewski normalną drogą oficera sztabowego. Zatrzymał się dłużej na stanowisku dowódcy batalionu i zastępcy dowódcy 51 pułku piechoty Brzeżanach / 1928—36/. Po skończeniu stażu liniowego ppłka Kolbuszewskiego znowu powołano do sztabu: do IV Oddziału Sztabu Głównego. Jednym z osiągnięć tego okresu było wybranie 1 zorganizowanie strategicznych składów amunicyjnych. Tuż przed śmiercią płk Kolbuszewski podkreślał z dumą, że składów tych nigdy nie wykrył nieprzyjaciel. Przegrana wojna wrześniowa, jak wielu innych żołnierzy polskich zagnała ppłka Kolbuszewskiego na środkowy Wschód, gdzie dostał przydział do Ośrodka Zapasowego Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich. Następnie wyznaczono dowódcą kompani w tylko co utworzonej Legii Oficerskiej. Gdy w 1942 r powstały możliwości rozbudowy Polskich Sił Zbrojnych na Środkowym Wschodzie, ówczesny dowódca tych wojsk, generał Józef Zając, powołał ppłk. Kolbuszewskiego jako wybitnego fachowca w zakresie organizacji wojska na stanowisko szefa I Oddziału Sztabu. Po stworzeniu Drugiego Korpusu powołano go znowu na podobne stanowisko szefa Oddziału Służby Sztabu w nowym bojowym dowództwie pod dowództwem generała Władysława Andersa. Na tym ważnym stanowisku sztabowym ppłk Kolbuszewski był odpowiedzialny za planowanie organizacyjne Wojska Polskiego w Palestynie, Egipcie, a następnie Włoszech. Kolbuszewski dobrze wywiązywał się z powierzonych mu zadań, czego dowodem było powstanie najświetniejszego związku operacyjnego poza granicami kraju, jakim niewątpliwie był Drugi Korpus Polski. W nagrodę za Jego służbę, ppłka Kolbuszewskiego awansowano do stopnia pułkownika i odznaczono wieloma orderami polskimi i wojsk Sprzymierzonych. Po zakończeniu wojny płk Kolbuszewski zostaje powołany na stanowisko szefa departamentu w nowo sformowanym przez Anglików Korpusie Przysposobienia Rozmieszczenia. PKPR działało jednak zbyt krótko, aby móc ułatwić demobilizowanie Polskich Sił Zbrojnych walczących pod dowództwem brytyjskim. Tak więc płk Kolbuszewski z wysokiego stanowiska sztabowego spadł do bezrobotnego bez zawodu cywilnego został niemal na bruku. I tu zaczyna się, z punktu widzenia ogólnoludzkiego, najpiękniejsza karta Jego życia. Niezaprawiony do pracy fizycznej, niemłody już polski oficer zawodowy, z taką samą pogodą ducha niezwykłą godnością zabiera się do ciężkiej pracy fizycznej na farmie, koło Cayugi w południowym Ontario w Kanadze. Po paru latach pracy na roli, która rzeczywiście przechodziła możliwości fizyczne obojga państwa Kolbuszewskich, przenoszą się oni do pobliskiego Hamiltonu, gdzie pułkownik przyjmuje pracę w jednym z banków. Podobnie jak na farmie, tak i tu pracuje sumiennie, z pogodą ducha i co najważniejsze z taką jak na farmie godnością, czym zaskarbia sobie serca i szacunek otoczenia. I na tym niedużym stanowisku przetrwał pułkownik do emerytury. W czasie całego swego „zesłania” kanadyjskiego oboje państwo Kolbuszewscy wyróżniali się jako wzorowi emigranci polityczni i lojalni obywatele kraju, który udzielił im gościny. Pułkownik uczestniczy stale we wszelkiego rodzaju działalności na korzyść Sprawy Polskiej czy to w organizacjach kombatanckich czy innych. Nigdy nie wysuwa się na czoło, zawsze chętnie i lojalnie podporządkowuje się młodszym wiekiem i rangą. Ze skromnych zarobków popiera działalność emigracyjną, prenumeruje drogie pisma patriotyczne i kulturalne, nigdy nie odmawia udziału w polskich imprezach. Na rok przed śmiercią, mocno już wyczerpany poważną chorobą serca i podeszłym wiekiem, zwrócił się ten stary żołnierz do piszącego te słowa z sugestią, aby raz chociaż skrzyknąć byłych żołnierzy polskich zamieszkałych po obu stronach granicy amerykańsko—kanadyjskiej dla odnowienia więzów koleżeńskich i pobudzenia ducha patriotycznego. W oczach starego człowieka zobaczyłem wtedy jaką głęboką, niewypowiedzianą prośbę, wielką potrzebę gorącego serca polskiego i żołnierskiego, której nie sposób było odmówić. Spełniając życzenie tego szlachetnego człowieka, rzeczywiście zrobiliśmy nie tylko jeden, ale dwa zjazdy byłych żołnierzy. Jeden w maju tego roku, celem uczczenia 35 rocznicy zwycięskiej bitwy Korpusu o Monte Cassino. a drugi — we wrześniu celem oddania hołdu Obrońcom polski Wrześniu 1939 r. Oba odbyły się w Niagara, Ontario. Pomimo ciężkiej choroby płk Kolbuszewski towarzystwie swej wiernej towarzyszki życia, pani Haliny, wziął udział w obydwu uroczystościach. W czasie pierwszej pułkownik nawet zabrał głos i wzruszony do głębi powiedział, że warto się było kołatać po tym padole łez i klęsk przez tyle lat, aby przeżyć taki wzruszający moment, jak ten zjazd. Spełniło się więc gorące życzenie starego żołnierza — potem mógł już odejść na wieczną wartę, przed oblicze Najwyższego. Cześć Jego Świetlanej pamięci. T.M. Drzewieniecki

dyskutuj
comments powered by Disqus