Przeprawa przez Morze Śródziemne z Aleksandrii do Tarentu
Styczeń 1944

Halina Wyrzykowska - przeprawa przez Morze Śródziemne

Bożena Hersztowska

Wspomnienia Haliny Wyrzykowskiej (c.d.): Zaraz po świętach Bożego Narodzenia 1943 nasz szpital wyruszył do Egiptu. Wykorzystując czas wyczekiwania na załadunek zrobiliśmy krótki wypad do Kairu i piramid. W dniu 31.12.1943 r. zaokrętowano nas w Port Saidzie. Od tej chwili nie można było opuszczać statku. Było to tak zwane „pogotowie marszowe”, znaleźliśmy się na terenach objętych wojną i trzeba było zachowywać jak największą tajemnicę wojskową. Statki nasze były na Morzu Śródziemnym i można było spotkać niemieckie jednostki wojskowe. Emocje rosną. Zbliżamy się do Europy. Obowiązuje zaciemnienie. Nie wolno palić na pokładach. Mijają dni, a my ciągle stoimy w porcie. Nie widać, aby w porcie stały inne okręty. Aż wreszcie o północy zadrżały motory. Statek ruszył. Zupełna ciemność na morzu i na lądzie.Trudno było na tym tle dostrzec kontury naszego statku. Nastał poranek. Wyszłyśmy na pokład i co zobaczyłam? Przed nami i za nami sznur statków pasażerskich, naliczyłam ich około 30. Po bokach płynęły okręty wojskowe z armatami gotowymi do strzału. Nad nami samoloty, a w dole falowała woda. Pewnie to były łodzie podwodne. Wspaniały był widok tego konwoju. Podziwiać można było, jak precyzyjna była działalność dowódcy konwoju. Statki wypłynęły z kilku portów i spotkały się dopiero na pełnym morzu. Płynęliśmy tak kilka dni. Niemcy nas nie bombardowali. Na statku było ciągłe pogotowie z obawy przed minami. W połowie drogi o godz. 1-ej w nocy ogłoszono alarm. Myśleliśmy, że to ćwiczenia. Nie, to był prawdziwy alarm. Słychać było szum silników samolotowych i huk bomb wybuchających gdzieś z tyłu za nami. Za chwilę wszystko ucichło. Samoloty nie wróciły, po jakimś czasie alarm odwołano. Jak wyjaśnił nam kapitan, statki płynęły koło Krety, która była jeszcze w rękach Niemców, ale działalność jednostek tam stacjonujących była słaba. W rezultacie został uszkodzony statek z wyposażeniem szpitala, ofiar w ludziach nie było. Przeżyliśmy jeszcze w tej podróży burzę na morzu. Rzucało nami jak piłką. Strachu zaznaliśmy dość, ale dopłynęliśmy do portu docelowego we Włoszech – Taranto! Byliśmy w Europie. Nasza odległość od Polski zaczęła się zmniejszać.

dyskutuj
comments powered by Disqus